czwartek, 6 lutego 2020

Dziewiczy lot na ziemię obiecaną


Wylądowałyśmy. Niespełna trzygodzinny lot był ubogi w atrakcje za oknem, odprężającą drzemkę czy- całe szczęście- turbulencje. Dość syty był za to mój niespokojny umysł- ilość obaw dotyczących tak drastycznej zmiany naszego położenia jako danie główne. Na przystawkę podano zaś niekończące się wyobrażenia o katastrofie lotniczej, o których tyle się czyta i których nikt się nie spodziewa. A na deser rodacy, którzy podchmieleni jeszcze przed wejściem na pokład dają upust swoim najszlachetniejszym narodowym cechom, kurwiąc i narzekając niemiłosiernie na każdą napotkaną inność, wcinając kanapkę z pasztetem i pomidorem. Tak oto, zawieszona w metalowej puszce kilka kilometrów nad ziemią, otoczona społeczeństwem od którego próbowałam uciec, przygotowywałam się mentalnie na życie na Islandii.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz